sobota, 12 listopada 2016

Zacznij kochać dizajn — wrażenia po lekturze Beaty Bochińskiej


Krakowskie Targi Książki, podobnie jak mój krótki urlop, skończyły się i czas było wracać do domu. Pięciogodzinną podróż pociągiem miałam wypełnić pracą, ale książka nęciła. Nowiutka, wydana ledwo przed dwoma tygodniami świerzynka Beaty Bochińskiej Zacznij kochać design — poradnik dla tych, którzy chcą rozpocząć przygodę z kolekcjonerstwem sztuki użytkowej. Ja chcę — powiedziałam do Damiana, kiedy brałam ją z półki. Ale już po przeczytaniu pierwszego rozdziału kręciłam nosem — nie tego oczekiwałam. Moja dotychczasowa wizja kolekcjonerstwa była bardzo romantyczna — Bochińska wylała mi na głowę kubeł zimnej wody.

Beata Bochińska — historyczka designu, specjalistka zarządzania designem i rozwojem produktu, kolekcjonerka, producentka, była prezes Instytutu Wzornictwa Przemysłowego... wymieniać można by jeszcze dłuższą chwilę, ale po to odsyłam Cię Czytelniku na stronę autorki. Istotnym jest, że pani Bochińska zna się na rzeczy i w swojej książce dzieli się swoją wiedzą oraz doświadczeniami, okraszonymi garścią anegdotek z zakresu kolekcjonerstwa sztuki użytkowej. Nie pozostawia złudzeń — to praca i nauka, a nie tylko ślepe wynajdywanie kolejnych "fajnych rzeczy" — zwłaszcza jeśli chce się osiągnąć zamierzony cel, jakim jest stworzenie wartościowej kolekcji i na przykład... sprzedanie jej za wcale niemałe pieniądze. Jednak nie jest to droga do szybkiego i łatwego zarobku. Jak się okazuje, tworzenie kolekcji trwa średnio piętnaście-dwadzieścia lat! Design trzeba zatem kochać, ale na pewno nie ślepą miłością. Łatwo wtedy ulec rozlicznym pokusom i zamiast wartościowego zbioru, stworzyć kosztowny misz-masz.

Po przebrnięciu przez dwa pierwsze rozdziały, byłam przekonana, że nie jestem adresatką tej publikacji. (I zaczęłam żalić się na ten temat Damianowi). Liczyłam na anegdotki historyczne, ciekawostki i informacje na temat przedstawicieli polskiego wzornictwa. Najlepiej tego meblarskiego. Tymczasem nie dość, że autorka skupiła się na najmniej interesującej, a wręcz pogardzanej przeze mnie dziedzinie, jaką jest szkło i ceramika, to jeszcze kolekcjonerstwo, o którym pisała, nie było tym, o którym cały czas myślałam. Moim celem jest wypełnienie domu wyjątkowymi przedmiotami, na własny użytek. Nie jestem pasjonatem konkretnych typów przedmiotów, projektanta, technologii, czy okresu. Każdy przedmiot może być rękawiczką od innej pary, byleby ta rękawiczka odpowiadała moim gustom.

Projektanci nie byli postrzegani, jako istotny element powstawania danego produktu


Od rozdziału trzeciego, autorka zawładnęła moim sercem. Beata Bochińska zaczęła snuć opowieść o tym, co kierowało projektantami okresu PRL. Dlaczego pewne przedmioty były tworzone tak, a nie inaczej. Jakie zadania miały spełniać. Dlaczego cieszyły się popularnością w kraju i zagranicą. Rozbawiły mnie niektóre anegdotki z jej doświadczeń zawodowych i bardzo zdziwiło, gdy przeczytałam, że  projektanci nie byli postrzegani jako istotny element powstawania danego produktu. Niewiele jest w naszym kraju dzieł poświęconych historii polskiego wzornictwa oraz jego twórcom. Wiele projektów zaginęło, gdyż nigdy nie przykładano wagi do ich poprawnego skatalogowania oraz ochrony. Ponadto wzory, formy i zdobienia w okresie PRL przepływały swobodnie pomiędzy zakładami. Nikt nie słyszał o tantiemach, prawach autorskich czy choćby wpisaniu nazwiska projektanta do katalogu. Co więcej, część patentów, rozwiązań i wzorów, przejęły w posiadanie zagraniczne firmy, gdy wykupywały polskie fabryki. Jest to bardzo przykre, zważywszy na to, że wieść o doskonałych polskich projektantach, konstruktorach i inżynierach, przyciągała ludzi z zagranicy. A ci chcieli uczyć się od naszych fachowców. W 1961 roku, do polskich fabryk trafił m.in. Ingvar Kamprad, legendarny założyciel Ikei! Jeszcze smutniejszym jest fakt, że znajdą się osoby, które nie dość, że polskiego designu nie chwalą, to jeszcze śmią twierdzić, iż go w ogóle nie było! Na pal takiego delikwenta. 


Książka Bochińskiej zmieniła moje postrzeganie designu oraz co ważniejsze — przedmiotów produkowanych masowo. Najważniejszą myśl, jaką z niej zapamiętałam to:

Dla kolekcjonera dizajnu liczy się przede wszystkim jakość projektu. Potem popularność projektanta, a dopiero potem nakład, czyli liczba wyprodukowanych sztuk. Nigdy odwrotnie.


Po przeczytaniu całości dostrzegłam, jak bardzo krótkowzroczna byłam w patrzeniu na pewne sprawy, w tym na pierwsze rozdziały tej publikacji! Autorka wpłynęła na mnie do tego stopnia, że moja obojętność względem ceramiki użytkowej oraz antypatia do produktów ozdobnych z ceramiki i szkła wyewoluowała, może nie w miłość, ale szacunek dla tych wyrobów. Muszę ponadto przyznać, że pomimo iż mój plan na stworzenie kolekcji jest inny, niż ten, o którym pisze Beata Bochińska, to jednak jej rady są po prostu uniwersalne. I będą mi drogowskazem. Zacznij kochać design to przewodnik dla początkującego kolekcjonera i pasjonata sztuki użytkowej. Powinien sięgnąć po niego każdy, kto pragnie rozpocząć swoją przygodę z kolekcjonowaniem nie tylko polskiego, ale designu w ogóle  Niezależnie od tego czy ma w planach stać się poważnym kolekcjonerem, czy pozostać pasjonatem.

P.S
Po lekturze Zacznij kochać design Beaty Bochińskiej, uznałam, że czas najwyższy wyjąć z piwnicy mój przyszły prezent ślubny — nigdy nie używany porcelanowy zestaw obiadowy Iwona z Chodzieży wraz z zestawem sztućców z fabryki "Lefana" z Legnicy. Zestaw otrzymała w prezencie moja mama. Gdy w 1988 roku rodzice przeprowadzali się do naszego obecnego domu, zestaw został spakowany i wyniesiony do piwnicy. Od tamtej pory nikt do niego nie zaglądał, choć naszą piwnicę regularnie nękały letnie podtopienia.

Co zastałam, gdy po 28 latach otworzyłam stare pudło? Jak porcelana przetrwała próbę czasu? O tym wszystkim, już wkrótce...

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP