niedziela, 30 sierpnia 2015

Tanie jak Silhouette

Czyli o sztuce sylwetkowej i cieniowej.




Gdy byłam dzieckiem, portrety cieniowe wykonywałam w ramach zajęć kółka plastycznego. Po jednej stronie stała lampa z mocną żarówką, po drugiej ściana z papierem, a pomiędzy nim model. Rzucany cień odrysowywało się ołówkiem, a następnie wycinało i przyklejało na jasny podkład. Viola! Tania i na pierwszy rzut oka dziecinnie prosta wycinanka. Wydawać by się mogło, że nie ma większego znaczenia dla świata, ale silhouette czyli sylwetki i w sztuce mają swoje miejsce, a zawdzięczamy je w pewnym sensie wojnie.


Określnie silhouette (sylwetki), zaczerpnięto od nazwiska francuskiego Generalnego Kontrolera Skarbu Etienne de Silhouette. W 1759 roku, w czasie trwania Wojny Siedmioletniej (1756-1763), kiedy wydatki Francji drastycznie przekraczały przychody), Silhouette miał za zadanie uzdrowić budżet państwa. Postanowił tego dokonać przy pomocy angielskiej metody, polegającej na opodatkowaniu najzamożniejszych i uprzywilejowanych (szlachta i kościół zwolnione były dotychczas z podatków). Wprowadził podatek od widocznych oznak bogactwa tzw. ogólną subwencję (od drzwi i okien, gospodarstw rolnych, towarów luksusowych, urzędników, zysków). Nakazał też przetapiać złote i srebrne przedmioty na rzecz skarbu państwa. Został ostro skrytykowany przez arystokrację w tym Woltera. Uznano, że choć tego typu działania teoretycznie mogą wydawać się korzystne, w rzeczywistości nie są skuteczne w przypadku sytuacji gospodarczo-politycznej Francji.

Hobby Silhouette’a było wycinanie papierowych portretów na bazie cieni zwanych w Anglii shadows cieniami lub shade odcieniami, a później w Polsce "portretami sylwetkowymi"   które wkrótce szybko stały się popularnym i tańszym zamiennikiem drogich portretów (m.in. miniatur portretowych). Dla ówczesnych ludzi, fraza à la Silhouette, miała także drugie znaczenie. Stała się synonimem rzeczy taniej, z gorszych materiałów, mimo iż dzieła niektórych artystów silhouette potrafiły kosztować nawet kilka tysięcy lirów.

Pomiędzy XVIII, a XIX wiekiem silhouette wykonywano jedną z trzech metod:
- Malowane na kości słoniowej, gipsie, papierze, kartach lub na szkle
- Odrysowywanie z cienia
- Wycinane od ręki w czarnym kartonie, a następnie naklejane na jasne tło

 po lewej: Portret nieznanej kobiety, William Hamlet the Elder, po prawej: Nieznany mężczyzna, John Woodhouse, oba w technice odwróconego szkła, źródło

Jednym z najbardziej znanych artystów silhouette tworzącym na przełomie XVIII i XIX wieku był francuski artysta Auguste Edouard, który wykonywał nie tylko portrety, ale też sylwetki ludzkie, a nawet całe sceny. W czasie swoich podróży po Europie i USA, stworzył dziesiątki portretów znanych osób m.in. Victora Hugo i Waltera Scotta. Obecnie jego prace podziwiać można w zbiorach National Portrait Gallery w Londynie, National Galleries of Scotland, New York Historical Society, Smithsonian National Portrait Gallery, The Museum of Fine Arts w Bostonie, Historic New England oraz The American Jewish Historical Society w Nowym Jorku.

 Abbott Lawrence z rodziną, Auguste Edouard, XIX wiek, źródło

Do Polski silhouette sprowadził Stanisław August Poniatowski. W swoim artykule Skrócona Historia Sylwetek Portretowych Janusz Markiewicz, jedyny "sylwetkarz" na wschód od Salzburga, jak sam o sobie powiedział, tak mówi o albumie Sylwetki portretowe z czasów Stanisława Augusta: album pięćdziesięciu dziewięciu sylwetek wydanym nakładem wydawnictwa Zakładu Narodowego im. Ossolinskich w 1923 roku:

W zbiorach Ossolineum zachował się (czy aż do dziś?) albumik zawierający 59 sylwetek wycinanych lub malowanych tuszem. Są to osoby z otoczenia króla, ich nazwiska znamy. Zaszczyt portretowania był dla nich swobodnie dostępny. Poznajemy z sylwetek delikatność urody M-me Schütter, żony fabrykanta fajansów w Belwederze, perukę górującą nad twarzą Elżbiety z ks. Czartoryskich ks. Lubomirskiej, harcap gen. Józefa Witte, majora korpusu artylerii, spasiony podbródek Ephraima de Brenna, przełożonego mennicy królewskiej…

W Roczniku Muzeum Narodowego w Warszawie z 1972 roku, Jadwiga Jaworska w Sylwetkach Portretowych z Wieku Oświecenia w Zbiorach Nieborowskich, pisze również:

W zbiorach pałacu Radziwiłłów w Nieborowie, stanowiącym obecnie Oddział Muzeum Narodowego w Warszawie, zachowała się między innymi kolekcja sylwetek, składająca się z 91 portrecików osób pozostających w bliższych lub dalszych relacjach z ówczesnymi właścicielami Nieborowa, z ich życiem rodzinnym i osobistym oraz ogólniej związanych z wydarzeniami historycznymi ostatniego okresu Rzeczypospolitej. [...] Sylwetki, w przeważającej większości, wykonane są w jednolitej technice: wycięte z papieru żeberkowego, pomalowanego tuszem i wklejone we współczesne im sztychowane, ozdobne winietowe rameczki. Obok typowo graficznych czarno-białych występują rameczki barwne...


Portrety cieniowe cieszyły się w Polsce dużą popularnością, podobnie jak w USA, jednak wynalezienie fotografii w połowie XIX wieku, zapowiedziało koniec ery silhouette jako powszechnej formy portretu. Współcześnie sztuka sylwetkowa znów zyskuje uznanie, choć wciąż niewielu artystów zajmuje się tą dziedziną. W artykule Portrety cieniowe, czyli sylwetki Janusza Markiewicza na portalu Eventmapa, możemy przeczytać o wspomnianym wcześniej sylwetkarzu, który za swoje portrety cieniowe został członkiem Stworzyszenia Polskich Artystów Karykatury.

W ostatnim okresie sporo uwagi poświęciłem uwiecznianiu żyjących profesorów "belwederskich" – powstała jedyna w swoim rodzaju galeria VIP-ów – mówi  Janusz Markiewicz.

 Janusz Malkiewicz, źródło

W latach 70. ub wieku zajmował się wycinaniem precyzyjnych, ornamentowych wzorów z papieru. Później, gdy na prośbę przechodnia wykonał swój pierwszy portret, zaczął wykonywać je regularnie. W XXI wieku pojawił się pomysł wycinania sylwetek kreską konturową.

To był ten decydujący moment, który pospolitą na pozór umiejętność wyniósł na wyżyny sztuki. Zastosowana technika pozwala odwlec aż do ostatniej sekundy decyzję, czy ostateczny efekt ma być klasyczną sylwetką cieniową, czy też ultranowoczesnym wytworem unikatowej grafiki.

Najsprawniejsi artyści silhouette potrafią nawet w kilka minut (ok. 3min, a nawet 1,5min) wyciąć w kartonie twarz modela bez obrysowywania profilu i z zachowaniem podobieństwa rysów. Następnie nadać im cech indywidualnych; wyciąć na powierzchni wzory imitujące włosy, kolczyki czy ozdoby we włosach itp.

Technikę silhouette na przełomie XIX i XX wieku, wykorzystywano także jako tańszy i trwalszy odpowiednich ilustracji książkowej. Czasami pojawiały się jej droższe formy na barwnych tłach lub o kolorowych elementach, przyklejanych ręcznie do stronic każdego egzemplarza książki. Do bardziej znanych artystów I połowy ubiegłego wieku, zaliczali się Arthur Rackham i William Heath Robinson, w II połowie Jan Ormerod (Janet Louise Hendry) oraz Jan Pieńkowki – polsko-brytyjski ilustrator, najlepiej znany z ilustracji pop-upowych (książeczki przestrzenne) serii książek dla dzieci Meg and Mog Helen Nicoll. Ilustracje te przyniosły mu sławę i uzyskały status kultowych. Dwa razy otrzymał Kate Greenaway Medal. Pierwszy raz w 1972 roku za ilustracje do zbioru baśni słowiańskich Kingdom Under the Sea (Podwodne królestwo), zebranych przez Joan Alken, a drugi w 1979 za stworzoną wspólnie z Waldo Huntem książkę przestrzenną Haunted House (Nawiedzony dom). Przez całe życie interesował się scenografią. Przygotowywał m.in. projekty Theatre de Complicite – Piękna i Bestię dla Royal Ballet oraz Śpiącą Królewnę dla paryskiego Disneylandu.

 Śpiąca Królewna, ilustracje Arthur Rackham, 1920, źródło




The Kingdom Under The Sea, Joan Aiken, ilustracje Jan Pieńkowski, źródło

 Różne ilustracje, Jan Pieńkowski, źródło

Samo słowo silhouette nie oznacza jedynie przedstawienia sylwetki ludzkiej w konkretnej technice. Jest raczej ideą pokazania jej w konkretny sposób
jako figurę czy bryłę. Nie można pominąć wyraźnego powiązania portretów sylwetkowych z różnymi dziedzinami sztuki, z różnych okresów w historii. Wydać je już w antycznym malarstwie czarnofigurowym. Pliniusz Starszy w swojej Historii Naturalnej opisuje historię niejakiego Butadesa z Koryntu  – garncarz, i to za sprawą córki, która zakochana w pewnym młodzieńcu, gdy ten wybierał się w daleką drogę, cień jego twarzy rzucony przez światło latarni zakreślił na ścianie konturami. Te ojciec jej wypełnił glinką i zrobił z tego model, potem wraz z innymi wyrobami glinianymi włożył do pieca i wypalił*.

Prostota i charakterystyczna linia profilu ludzkich rysów, były prawdopodobnie także powodem, dla którego w ten właśnie sposób oznaczano monety. 

Fragment czarnofigurowego naczynia przedstawiającego Dionizosa (ok. 520-500 p.n.e., British Museum), źródło


Innym dobrym przykładem wykorzystania idei postaci sylwetkowych jest pochodzący z Chin Teatr Cieni. Od pionierskich produkcji Lotte Reiniger, zainteresowało się nimi także kino. Współcześnie do najlepiej znanych zaliczyć można czołówki serii filmów z Jamesem Bondem, czołówkę serii Alfred Hitchcock przedstawia oraz Historię o trzech braciach z filmu Harry Potter i insygnia śmierci – część 1.

Amerykańska artystka Kara Walker, używa tej techniki w swoich pracach, poruszając problem rasizmu, płci, seksualności przemocy i tożsamości. 

Silhouette ma również swoje miejsce w reklamie. Firma Apple stworzyła na ich bazie słynne reklamy tańczących sylwetek z iPod i iTunes, które okazały się być jedną z najbardziej efektywnych kampanii marketingowych z początku XXI wieku.

Fairy Tales, Lotte Reiniger, źródło

 The Means to an End: A Shadow Drama in Five Acts, Kara Walker, akwaforta i akwatinta, 1995, źródło

Kampania Apple, źródło


* T. 1/2, wstęp, przekł. i komentarz Irena i Tadeusz Zawadzcy, Wrocław 2004, s.441

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP