wtorek, 29 grudnia 2015

Gdzie, co i po co ten SIW? Identyfikacja wizualna dla każdego (cz.II)


Masz swoje logo? A może znasz kogoś, kto je ma? Ile wizytówek trzymasz w swoim portfelu? Jakiej wielkości stos ulotek wyciągnąłeś dziś ze swojej skrzynki pocztowej?
Od tego czym jest identyfikacja wizualna i do czego jest Ci potrzebna, przechodzimy do tego, jak temat "ugryźć".

Jak właściwie podejść do projektowania swojej identyfikacji wizualnej?


Pokażę tutaj kilka ważnych punktów, które pomogą Ci właściwie podejść do projektu identyfikacji wizualnej i zrealizować go:

    Sprecyzowanie osobowości

Każdy człowiek ma jakąś. Każdego z nas coś wyróżnia. Nawet jeśli nie, to też jest to coś. Mamy swoją historię, która wpływa na to, jacy jesteśmy teraz. Stawiamy sobie również cele, do których zamierzamy dążyć. Podobnie jest firmą, marką, blogiem – zanim rozpocznie kreowanie spójnego wizerunku, musi mieć silne fundamenty. Ktoś chce być postrzegany w sieci jako profesjonalista, ktoś inny jako nowoczesny, a jeszcze inny chce powrócić do korzeni. Trzeba to sprecyzować. Jaki wybrać styl? Jakie cechy chcę wyeksponować? Jakie wartości przedstawiam na blogu? Jak chcę być postrzegany? Warto sobie zapisać odpowiedzi na te pytania.

No tak, ale jak wyrazić daną cechę w identyfikacji wizualnej? Tutaj warto zapoznać się z psychologią barw, typografii, kształtów. Nie wymyślono jej z nudy – to silne narzędzie oddziałujące na naszą podświadomość. Dobrze wiedzieć, jak się nim posługiwać.

    Rozpoznanie terenu

Zapewne Twój blog bądź firma nie jest pierwszą na rynku w branży, w której chcesz działać. Warto podpatrzeć, jak kreują się inni, jakie mają logo, jakich kolorów używają. Nie po to, żeby zgapiać. Takie rozpoznanie terenu pozwoli poznać nam branżę, zobaczyć, co jest w niej modne. Co mają inni, a czego jeszcze nie i czym można się wyróżnić. Jeśli chcemy być zauważeni.

    Inspiracje

Czyli sprecyzowanie tego, co się nam podoba, a co nie. Aktualna moda na coś jest istotna, ale jeśli mamy się źle czuć w danym stylu, to lepiej dopasować go do własnych potrzeb. Ba! Nawet trzeba! Przecież mamy wyrazić siebie, swój charakter i wartości, a nie tylko wpasować się w krajobraz rynku czy blogosfery.

    Kartka i ołówek

Na różnych stronach poświęconych grafice i projektowaniu spotkałam się z hejtem tego pomysłu, wyrażonym przez projektantów przez duże „P”, którzy argumentowali, iż tak się nie pracuje, to nie są realia pracy w wielkiej korporacji, że nie ma czasu. I dobrze. Skoro znane marki nie mają czasu przemyśleć swoich projektów – dobra nasza! Tak więc ja będę promować tradycyjną metodę kartki i ołówka.

Szkicownik to podstawa pracy artysty – w plastyku trzeba go było mieć do wszystkiego: malarstwa, rzeźby, liternictwa. Nie można było zacząć pracy bez przedstawienia i zaakceptowania szkicu. Dlaczego więc w „dorosłym życiu” odwalać fuszerkę? Siądźmy, porysujmy, pokreślmy, może powycinajmy z gazet to, co się nam podoba, a dopiero potem siądźmy przed komputer i włączmy program graficzny. Oczy nam podziękują, a wykonanie projektu będzie szybsze i łatwiejsze.

    Możliwość wyboru

Zanim wybrałam nazwę bloga, zapisałam stos kartek. Szukałam pomysłów w różnych źródłach. Wymyślałam od każdej strony. I o to chodzi, żeby mieć wybór. I żeby dokonać go świadomie. To daje ogromną satysfakcję, kiedy wiemy, że nie zdecydowaliśmy się na „pierwsze lepsze”, ale na coś, co jest wynikiem sporego wysiłku z naszej strony.

    Burza mózgów

Użycie liczby mnogiej w tym punkcie bardzo mi odpowiada, ponieważ chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz w wyborze projektu. A właściwie nie rzecz, tylko osobę. Kiedy mamy już kilka możliwości, z których chcemy wybrać tę jedną jedyną, warto poradzić się kogoś zaufanego. Przedstawić mu całą koncepcję, co byśmy chcieli, aby było w tym projekcie widoczne i czy on to odbiera tak samo, jak my. Plasterek Cytryny też miał nim nie być, ale został dzięki takim konsultacjom. I całe szczęście, bo zbiera same pochwały! Tak więc zachęcam gorąco do zaangażowania w projekt kogoś z rodziny lub przyjaciół – kogoś, komu zależy na naszym powodzeniu, ale też spojrzy na nasz projekt okiem ludzkim, a nie specjalistycznym i ze świeżym umysłem, a nie przytłumionym od całonocnego ślęczenia z nosem w szkicowniku.

Aspekty korzystania z identyfikacji wizualnej


    Przechowywanie

Dobrze by było wszystkie projekty i zalecenia trzymać w osobnym folderze na komputerze – bez względu na to, czy stworzyliśmy je sami, czy mamy je od projektanta. Dzięki temu „nie zgubią” się nam, nie ulegną przypadkowemu skasowaniu, łatwiej je odnaleźć.

    Umieszczanie

Profesjonalne projekty identyfikacji wizualnej zawierają szereg instrukcji, na przykład co do stosowania znaku firmowego. Określają minimalną wielkość, zachowanie dystansu wokół logo, tła, na jakich może ono występować. Przy mniejszych, amatorskich projektach nie każdy ustala podobne detale. Mimo to jedno jest pewne: nie należy umieszczać swojego logo byle jak, byle gdzie, zmieniać jego właściwości. Nie powinno się też oceniać projektu na zasadzie „podoba mi się”, „nie podoba mi się”. Nam może się coś podobać, ale to nie oznacza, że jest to dobrze zaprojektowane i że tak samo podoba się odbiorcom. Znów kłania się chociażby psychologia koloru, która silnie oddziałuje na naszą podświadomość i kreuje określony wizerunek. Musimy więc być świadomi tego, co robimy i po co to robimy.

    Edytowanie

Zapewne większe firmy współpracują z projektantami w tej kwestii. Jeśli jednak sami projektujemy sobie elementy graficzne bądź posiadamy ich szablony i uzupełniamy w nich różne dane (np. w projekcie wizytówki czy zdjęć tytułowych do postów na blogu), musimy uważać, aby czegoś nie zniekształcić bądź nie przestawić niechcący. Można zabezpieczyć niektóre elementy przez ustawienie ich na osobnej warstwie w programie graficznym i zablokowanie przed edytowaniem. Ja dodatkowo ustawiam sobie linie pomocnicze dla tekstu, żeby przy jego wpisywaniu na (na przykład) zdjęciu tytułowym nie zmienić jego położenia.

    Konsekwencja

W projekcie warto zapisać sobie kody użytych kolorów i nazwy czcionek, a potem używać tylko ich. Wiecie, że jednym z najczęstszych błędów w korzystaniu z SIW jest właśnie to, że najpierw projektant wybiera i opisuje podstawowe elementy (czyli między innymi wspomnianą czcionkę i kolory), a potem ktoś używa w dokumentach całkiem innej typografii i nie pamięta o podawaniu odpowiedniego kodu koloru w dalszych etapach projektowania dodatkowych elementów? Niestety, nie możemy sobie pozwalać na taką samowolkę.

    Zmiany

Identyfikacja wizualna ma budować wizerunek wśród odbiorców. Nie można zatem kombinować przy niej co chwila. Kiedy już raz wstawimy baner tytułowy na blog, niech on sobie tam będzie. Logo, kolory – to może wręcz drażnić, kiedy nasi klienci lub czytelnicy zaczynają się do nich przyzwyczajać, a tu niespodzianka! Przeskakujemy z zielonego na czerwone, zmieniamy nazwę, bo takie mamy widzimisię.

Jakie korzyści niesie za sobą spójny system identyfikacji wizualnej?

 

  • wzmocnienie estetyki, atrakcyjności i jakości firmy czy strony internetowej;
  • wzmocnienie lojalności klientów, czytelników:
  • utrzymanie spójnego wizerunku, jedności między tym, co tworzymy, a tym, jak to prezentujemy;
  • wyróżnienie na tle konkurencji;
  • dopasowanie do cech wyróżniających charakter działalności oraz profilu odbiorców;
  • większa rozpoznawalność;
  • możliwość łatwiejszego poszerzenia działalności lub wprowadzenia swoich produktów, np. e-booków, e-kursów czy artykułów w prasie przez blogerów;
  • możliwość realizacji spójnych i logicznych działań marketingowych (np. w serwisach społecznościowych);
  • lepsza prezentacja organizacji.

Druga część, pierwszego, gościnnego wpisu  na moim blogu. A przypada w zasłudze:

 
Weronika Labisko
Grafik-freelancer zajmujący się przede wszystkim projektowaniem logo i materiałów promocyjnych dla kreatywnych przedsiębiorczych kobiet i blogerek. Znana do niedawna z bloga Plasterek Cytryny, obecnie prowadzi swoją oficjalną stronę www.weronikalabisko.pl. Zakręcona na punkcie tematu identyfikacji wizualnej i grafiki artystycznej. Prowadzi bezpłatne konsultacje dotyczące nazwy i kreowania wizerunku bloga. Do całkiem niedawna uważała informatyków za dziwaków, a teraz sama żyje w symbiozie ze swoim ukochanym laptopem. W czasie wolnym czyta... książki o projektowaniu i bazgrze w szkicowniku.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP