czwartek, 25 lutego 2016

Jak nie ja, to kto?


Jak nie ja to kto? — jest to fraza, którą od czasu do czasu powtarzam swoim bliskim, gdy pytają czy dam radę, albo gdy chcę im powiedzieć: „więcej wiary we mnie”.

We wtorek, to jest 23 lutego, okazało się, że podobnej frazy użyła Monika Pabijańska w ostatnim webinarze będącym swoistą zapowiedzią programu Go Slow. Be Pro przestrzeni stworzonej dla pionierów i innowatorów, którzy (podobnie jak ona kiedyś), znaleźli się w przełomowym momencie i nie wiedzą co dalej. Fraza ta brzmi: Jak nie ja, to nikt. Co ma oznaczać tyle, co: Jak nie ja wezmę się w garść i nie zmienię czegoś w swoim biznesie, to nikt tego za mnie albo tak dobrze, tego nie zrobi.


Po pierwszym roku poważnej pracy jako grafik-freelancer budujący swoją markę i zdobywający doświadczenie z różnymi klientami i zleceniami, wiem już że nie ma czegoś takiego, jak poprzestanie na dotychczasowych działaniach. Jasne, stabilizacja i sprawdzone metody są jedną z podstaw, ale kto się nie rozwija, ten może w pewnym momencie wiele stracić. Co prawda nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale na tyle dobrze, by nie rzucić wszystkiego w cholerę. Od stycznia staram się stawiać kolejne kroki, by przejść na nowy poziom. (Przy okazji: Nie byłoby to możliwe, gdyby mój partner nie sypnął od czasu do czasu swoim skromnym groszem i nie wierzył, że wszystko, co robię, zaowocuje dla naszej wspólnej przyszłości).

No więc moją zmianą jest wyjście ze strefy komfortu.
Forma pracy jaką jest freelancing (zza komputera we własnym pokoju), nie jest w moim wypadku przypadkowa. Zdecydowałam się na nią, bo to najlepsza opcja dla mnie, jako introwertyka, który boi się ludzi. (Jak również dlatego, że lubię niezależność, elastyczny czas pracy, a nie lubię szefów). Ale ponieważ mój biznes w dużej mierze zaczął opierać się na dobrych i w sumie dość bliskich relacjach z klientami, nie można tego potencjału zaprzepaścić. Oczywiście wychodzenie ze strefy komfortu dotyczy też wielu innych rzeczy. Na przykład podejmowania bardziej ryzykownych działań, takich jak inwestycje (nie tylko czasu, ale i nakładów finansowych), czy bardziej odważne wychodzenie do klienta. Poznanie własnych potrzeb i nie rzucanie się na każdego klienta, jak na zbawienie. (Okej, ten etap mam już niemal za sobą).

A wszystko to po to, by stworzyć sprawnie działający, stabilny biznes, oparty na mojej pasji. :)


Przy okazji chciałam się pochwalić, że podjęłam nową akcję zachęcania do siebie klientów — pocztówki wysyłane pocztą tradycyjną (cyfrową też, ale ważniejsze są te tradycyjne). Wiem, że przyszły już z drukarni, więc jak tylko wrócę do domu, wypiszę je ręcznie tekstem spersonalizowanym i wyślę próbnie do 10 wybranych firm, z którymi chciałabym współpracować. Jeśli będzie odpowiedź chociaż od 1, zrobię kolejną serię. W sumie fajniejsze to, niż wizytówki.
Trzymajcie kciuki. :)


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP