piątek, 31 lipca 2015

Czy piractwo może być usprawiedliwione?



Choć nie mają przepasek, drewnianych nóg i haków zamiast dłoni, a ich metody są dużo bardziej subtelne, to jednak działają w oparciu o tę samą zasadę: Kradzież. 
Piraci medialni, których wodami są szerokie pasma cyfrowego oceanu, a łupem wartości intelektualne - niejedną firmę doprowadzili do bankructwa, a przynajmniej mocno uszczuplili jej wpływy z potencjalnej sprzedaży. Piractwo medialne stanowi powszechne zjawisko i trudno byłoby znaleźć na ulicy osobę, która choć raz w życiu nie skorzystała z tego bądź, co bądź dobrodziejstwa. Pamiętam czasy, w których oprócz pirackich nagrań sprzedawanych bez skrępowania na największym poznańskim targowisku BEMA, oryginalnych wydań praktycznie się nie kupowało. Albo wiązało się to z ciągle niską dostępnością zagranicznych produktów albo panującym do teraz trendem „po co kupować, jak można ściągnąć?” W tamtych czasach „po co kupować oryginał, jak na BEMIE jest za pół darmo?” Pół darmo i w 50% przypadkach z jakimś defektem, a reklamacji nie było komu przyjmować.

Wraz z pojawieniem się Internetu, sytuacja teoretycznie się poprawiła. Filmy i muzykę ściągało się na własną rękę. W domowym zaciszu, każdy mógł się przekonać, że plik zatytułowany „Bajki dla dzieci”, w rzeczywistości był grupowym porno. Ale to ten chłopak z drugiej ławki, którego rodzice-dentyści kupowali oryginały, był frajerem.


Orędownikiem nowej snobistycznej idei kupowania oryginalnych produktów, w moim domu, był mój brat. Jego nietypowy sposób myślenia został przyjęty mało entuzjastycznie. Znów padło hasło: „Po co kupować, jak można ściągnąć?” Odpowiedź: „Bo jestem kolekcjonerem”.
Obecnie „kolekcjonerem” jestem ja, nasz drugi brat, mój partner, nasi znajomi. Posiadanie oryginalnych produktów nikogo już nie dziwi (no prawie), choć piractwo dalej ma się świetnie. I dzięki Bogu!


Dzięki Bogu za:

1. Pirackie wersje nowych gier 
Nowa, wyczekiwana od dawna gra, której cena równa jest romantycznej kolacji dla dwojga w przyzwoitej restauracji, przy każdej próbie instalacji, wyrzuca komunikat: BŁĄD INSTALACJI, a porady na stronie producenta nie zdają egzaminu lub jeszcze takich nie ma. Znany scenariusz? A ile razy po ściągnięciu "pirata" nie ma żadnych problemów z instalacją? Nie popieram "piracenia" gier, ale tworzenie z nich kopii bezpieczeństwa – pewnie.
2. Pirackie wersje starych gier, książek i muzyki 
Z roku na rok zamykają się kolejne wydawnictwa, studia muzyczne i projektowe, a ich towary zostają wyprzedane. Brakuje wznowień i dodruków, a do tego niemal z miesiąca na miesiąc, sprzęt komputerowy, na którym pracujemy zmienia swoje oprogramowanie na nowsze. Pamiętam, że przed pojawieniem się na ekranach filmu Jestem legendą, książka była praktycznie nie do zdobycia, a czytelnicy przesyłali sobie ksero. Podobnie było i jest z dziełami wielu autorów. II część Opowieści o złodzieju ciał, przeczytałam dopiero po wydaniu wznowień pięć lat później. Jest długa lista produktów – książek, gier, filmów i muzyki – które odeszłyby w zapomnienie, gdyby ich ktoś kiedyś nie „spiracił” i w dobroci swej, nie przystosował do nowych systemów.
3. Fanowskie spolszczenia 
Pewnie nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale ingerencja w kod gry poprzez jej przetłumaczenie, czy tłumaczenie książki/komiksu, bez zgody właściciela, narusza (lub może naruszać) cudze prawa autorskie. Cóż z tego, że polskie firmy nie są zainteresowane tłumaczeniem, a często nawet w ogóle wydaniem zagranicznych produktów. Prawo, to prawo. Na szczęście w Polsce świetnie mają się amatorskie zespoły tłumaczeniowe, które co ciekawe, zachęcają do zakupu oryginalnego produktu, zanim pobierze się spolszczenie.

Poniżej mniej akceptowalne prawnie, niż powyższe uzasadnienia:


4. Pirackie odnajdywanie marzeń
Dzięki pirackim wersjom oprogramowania, wiele osób odnalazło swoją pasję i rozwinęło talent, który później doprowadził do zakupu tegoż oprogramowania i wielu innych legalnych produktów.
   
5. Zamiast wersji demo
Dawniej, do normalnych należała praktyka wypuszczania wersji demonstracyjnej, która zachęcała lub zniechęcała do zakupu potencjalnych klientów. Obecnie należy to do rzadkości. Spotkałam się z uzasadnieniem, że "pirat" służy przetestowaniu przed zakupem.

A wy znacie jeszcze jakieś uzasadnienia, czy też nie uznajecie piractwa pod żadnym pozorem?

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP