sobota, 23 maja 2015

Seksskandale i tematy tabu...

...czyli co nas oburza w kulturze masowej i czy słusznie?


Wszyscy się wypowiadają, to i ja napiszę, co przywiodła mi na myśl głośna scena gwałtu z najnowszego sezony Gry o Tron. Rozbudziła w moim umyśle daleko idące rozważania, choć niewiele związane z samą produkcją. Może w ogóle wiadomość ta przeszłaby bez echa na blogu, gdyby nie kontrast, który pojawił się w chwili słuchania o tej rewelacji. Mianowicie: Gdy mój partner czytał na głos artykuł z Internetu, patrzyłam na ocenzurowane pośladki drag queen, która pojawiła się w programie Ugotowani. Niezupełnie nagie pośladki. Artysta wystąpił w stroju podobnym do tego, który miała na sobie Cher w teledysku If I could turn back time. Dysonans ten – tu gwałt, tu zakryte pośladki – przypomniały mi o artykule Natali Hatalskiej dla magazynu Sukces sprzed kilku lat Bo cycki to są cycki. A piersi to ma kurczak. Ponieważ motyw cycka – według mnie seks ogólnie – wybaczcie państwo kolokwializm, to – obok tzw. gołej baby – najpopularniejszy motyw w reklamie. Choć, jak pisała pani Hatalska, na wpół roznegliżowane kobiety pojawiły się już w branży funeralnej (reklama trumien firmy Linder), zabawkarskiej (reklama klocków Lego), słodyczy (reklama Chupa Chups) oraz drobiowej (reklama ubojni drobiu) – i niewielu wydaje się być tym faktem zniesmaczonych – co jakiś czas docierają do mnie informacje o tym, które to nie budzące dotychczas kontrowersji rzeczy, zostały okrzyknięte nową obrazą moralności.

I tak, kilka lat temu gorszyły kobiety karmiące piersią w miejscach publicznych, później okładka dla książki Czarownica z Portobello Paulo Coelho, w której dziecięcy palec wskazywał na kobiecy sutek, następnie facebook profilaktycznie ocenzurował okładkę płyty Nevermind zespołu Nirvana z nagim niemowlakiem usiłującym złapać jednodolarówkę na haczyku. Przed kilkoma miesiącami, oglądając Supernianię, zdziwiła mnie cenzura narządów płciowych małych dzieci pokazanych w programie, a później pośladków kobiety, występującej w teledysku Natalii Przybysz Nazywam się Niebo.

No cóż, ochronę godności dzieci poprzez zakrywanie ich nagości mogę zrozumieć, z drugiej jednak strony, zastanawiają mnie konkursy piękności, w których pozwala się na doczepianie tresek i peruk, opaleniznę, nakładki na zęby, mocny makijaż, malowanie paznokci, stroje kąpielowe, wieczorowe i specjalne – czytaj mocno wykrojone cekinowe staniczki, spodenki i spódniczki. Nie wspomnę już o koszulkach z przedziału 4-10 z napisem I am sexy girl, które czasem widzi się na mieście. (Kolejny powód, by uczyć się języków). Pamiętam, pamiętam strój nie jest powodem do gwałtu – ale czy tylko według mnie jest tutaj coś mocno nie w porządku?


Mamy więc następującą sytuację: Z jednej strony nacechowane erotyzmem reklamy i programy, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić, z drugiej nagość, która pozbawiona jest seksualnego przekazu, a jednak gorszy. Nie dziwi dlaczego Curt Cobain, w ramach kompromisu ocenzurowania okładki Nevermind, zaproponował umieszczenie w tym miejscu naklejki z komunikatem: Jeśli czujesz się przez to urażony, musisz być klozetowym pedofilem.

Jeśli czujesz się przez to urażony, musisz być klozetowym pedofilem.


Wracając do Gry o Tron i sprawy z gwałtem. Historia naprawdę musiała wstrząsnąć ludźmi, ponieważ wpisując w Google frazę „gra o…” w podpowiedziach niemal od razu pojawia się „Gra o Tron gwałt”. Budująca jest postawa telewidzów oraz internautów, którym nie w smak szokowanie dla samego szokowania, ale… wybaczcie Drodzy Czytelnicy, może wygłoszę herezję, jednak nie wiem czy dwuminutowa scena, w której małżeński gwałt pokazany jest poprzez rozerwanie sukienki na plecach, ujęcie kamery na zbolałą twarz dziewczyny, a później płaczącego przyrodniego brata (i to w zasadzie tyle), jest w moich oczach bardziej brutalny i godny kinowego potępienia, niż scena gwałtu Anny Boleyn w Kochanicach Króla. A trzeba zauważyć, że ta druga, nie zasłużyła sobie na specjalną uwagę ze strony opinii publicznej. Może zbyt wpisała się w prawdę słów Aghaty Christie, którą wygłosiła już w latach 60. ub. wieku, w książce Przyjdź i zgiń: Nie ma nic nudniejszego nad ograną do mdłości pornografię. Dlatego też, pomimo iż od czasu do czasu pojawiają się tego typu „obyczajowe skandale”, burza medialna wokół nich szybko zanika. Tak było w przypadku głośnej sceny dziewięciominutowego gwałtu z Monicą Bellucci w filmie Nieodwracalne czy Nimfomanki Larsa von Triera, gdzie aktorzy autentycznie „bzykali” się na ekranie, a delikatne psychiki gimnazjalistów, do których film nie jest kierowany, ulegały spaczeniu. (Bo spodziewali się porno, a nie dramatu). Twierdzę, że to samo spotka gwałt z Gry o Tron.

Nie ma nic nudniejszego nad ograną do mdłości pornografię.


Żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Nigdy nie wiadomo, co nas oburzy. A gdy już oburzy, czy to dotykając tematów tabu, zwykłych spraw, czy zwyczajnie niesmacznych sytuacji, często bywa że nudzimy się tym po niedługim czasie. Burza w szklance wody. Do następnej pikantnej ploteczki.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP