środa, 1 kwietnia 2015

Przypadki chodzą po grafikach

Krótka relacja z wypadu do Leszna, na wystawę prac Franciszka Starowieyskiego.


Dzisiaj, w samym środku dnia, wyrwałam się na dwie godzinki, by obejrzeć wystawę prezentowaną w sąsiednim mieście. Jednak, gdy znajomy z Klubu Plastyka Amatora zadzwonił do mnie wczoraj z pytaniem o czas i chęci, nie miałam pojęcia czyje prace mamy w planie oglądać. Dopiero na miejscu, okazało się, że Franciszka Starowieyskiego, sprowadzone do Polski z paryskiej kolekcji A. i N. Avila.

Franciszek Starowieyski był polskim grafikiem, malarzem, rysownikiem i scenografem, a także jednym z największych kolekcjonerów dzieł sztuki w Polsce. Wiele lat tworzył, na przemian, w pracowniach warszawskich i paryskich. Jego prace wystawiano na całym świecie.

Wystawa zatytułowana Franciszek Starowieyski (1930 ­– 2009). Przyjaźnie Paryskie 1683­ – 1693, prezentuje prawie 200 prac artysty - głównie rysunek, w którym się specjalizował - ujętych w charakterystycznej dlań barokowej formie. Niezwykły modelunek i zainteresowanie anatomią przez Starowieyskiego, sprawiły, że kreska i światłocień, nadają postaciom niemal namacalną formę. Przywodzi mi to na myśl malarstwo Michała Anioła, czy Rubensa, jednak tematyką Starowieyski odbiega daleko od obu.

Nawet komuś, kto nie orientuje się zbyt dobrze w twórczości tego artysty, nie umknie jego fascynacja kobiecym ciałem i tematyką śmierci. Obrazy ociekają swoistym erotyzmem, ale nie ma w nich nic podniecającego. Kompozycje cechuje duża dynamika. Ciała bywają zdeformowane, ułożone w nienaturalnych pozach i poskładane z niepasujących do siebie elementów, a świat realny przenika się z fantastycznym. Cała ekspozycja budzi pewną grozę. Makabryczny nastrój podbija ciemna kolorystyka. Jednak szybko można się do tego widoku przyzwyczaić. Powtarzające się tak otwarcie i często motywy śmierci, ptasich czaszek i nagich ciał, przestają szokować. Można wówczas podejść po nich od strony analitycznej. Przypatrując się dokładnie licznym elementom umieszczonym na obrazach, uważny obserwator dostrzeże coś więcej, niż tylko mroczne, wyuzdane obrazki.
Choć nie jest to sztuka, którą każdy mógłby powiesić sobie na ścianie, warto się z nią zapoznać.

W czasie zwiedzania puszczany jest także krótki film Bykowi chwała w reż. Andrzeja Papuzińskiego z 1971 roku, obrazujący sposób pracy i inspiracje artysty.

Ekspozycja będzie wisieć jeszcze do szesnastego kwietnia i rozdzielona jest pomiędzy dwa budynki: Ratusz w Lesznie oraz Galerię BWA na ul. Leszczyńskich. Wejście darmowe. Trzeba jednak uważnie sprawdzić godziny otwarcia. Nie są zbyt przyjazne dla ludzi pracujących w dzień.









Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP