poniedziałek, 15 grudnia 2014

Kupujemy obraz i co dalej?

a'la świąteczny wpis




Święta zbliżają się wielkimi krokami. Kto nie zdążył jeszcze kupić prezentów, musi się pospieszyć. Dzisiejszy wpis może niektórym posłużyć jako świąteczna inspiracja, choć czasu zostało już naprawdę niewiele.

Pamiętam jak jeszcze w gimnazjum – a było to jakiś czas temu – na lekcjach polskiego czytaliśmy Zapiski na pudełku od zapałek Umberto Eco. W pamięci zapadł mi zwłaszcza felieton Jeść jak lody napisany przez autora w 1989 roku i rozprawiający w krótkich słowach o cywilizacji konsumpcyjnej i marnowaniu dóbr – temat, który oględnie poruszyłam w artykule Reklama sprzeda ci marzenie. Na całe życie zapamiętałam sens zdania, w którym Eco opisywał ludzi chwalących się swoim bogactwem na podstawie podrabianej torby od Gucciego. Na podobne słowa trafiłam wiele lat później, czytając Paryski Szyk Ines de la Fressange: Lepszy porządny słomkowy koszyk, niż podróbka luksusowej torebki! Podróbki są poniżej poziomu mody!
Zgadzam się z tym całkowicie, odnoszące się zarówno do mody, jak i sztuki.


A propos sztuki…
Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego ludzie kupują drukowane na tapecie i oprawiane w ramy obrazy. Przyglądałam się tym koszmarkom wielokrotnie i już jako nastolatka zachodziłam w głowę. Zawsze kojarzyło mi się to ze złym gustem, nawet jeśli obrazek był rzeczywiście ładny. Argument ceny nigdy do mnie specjalnie nie przemawiał. Cyferka wypisana na metce za takie „dzieło sztuki”, często w mojej opinii wzięta była z kosmosu. Najbardziej wartościowa w tym wszystkim, wydawała się być zawsze sama rama.

Osobiście nie uważam, aby dekorowanie domu na siłę tandetnymi drobiazgami, a już tym bardziej podróbkami, było dobrym pomysłem. Lubię wiedzieć, że przedmioty które mnie otaczają są w taki czy inny sposób wyjątkowe. Mam dosyć jasno sprecyzowane podejście do gromadzenia rzeczy: Staram się kupować ograniczoną ilość dobrych jakościowo wyrobów (uściślijmy, najlepszych na jakie mnie stać), których wymianą nie będę musiała zawracać sobie głowy przez najbliższych kilka lat. Wolę żyć w pustej przestrzeni, którą z czasem wypełnię czymś wartościowym, niż zastanawiać się, gdzie upchnąć kolejną zbierającą kurz duperelkę.

Moja mama zawsze miała fioła na punkcie dekoracji domu. Jednak zamiast kupować uniwersalne ozdoby, które cyklicznie wymieniałoby się przy okazji nowej pory roku, co sezon wydawała pieniądze na kolejne ozdóbki. Robiąc w to lato porządki, wyniosłam do piwnicy cztery 120l worki na śmieci, pełne samych tylko doniczek! Pomyślcie Drodzy Czytelnicy, jaką kwotę dzierżyłam w dłoniach i na co mogłabym ją wydać!

Posiadanie w swoim domu obrazu bardziej wartościowego, niż zadrukowana tapeta ze sklepu Wszystko po 4,5, nie musi być wcale bardzo kosztowne i kłopotliwe.


Marzy mi się, aby w moim przyszłym domu, zawisło pełno obrazów różnych artystów – i nie chodzi tutaj o inwestycję w sztukę, co jest tematem na inną okazję. Jeśli nie będzie mnie na to stać, sama je sobie namaluję lub poproszę o to znajomych artystów i grafików. Jednak mnie łatwo mówić, możecie sobie pomyśleć. Ale prawda jest taka, że posiadanie w swoim domu obrazu bardziej wartościowego, niż zadrukowana tapeta ze sklepu Wszystko po 4,5, nie musi być wcale bardzo kosztowne i kłopotliwe. Poza tym, jestem pewna, że niejedno z Was robi lub robiło dokładnie to samo, co moja mama – przez lata marnowało pieniądze na tony niepotrzebnych, zaśmiecających dom rzeczy.

Chcę kupić obraz i co dalej?…
Zacznijmy od tego, że należy zdefiniować swoje preferencje. Szukamy obrazu, który udekoruje nam salon, czy dzieła sztuki? Jest to zasadnicza różnica, bo obrazy jedynie dekorujące nam salon, mogą być zdecydowanie tańszą opcją – ja sama niejednokrotnie, malowałam kwieciste drzewa i modne przed kilkoma laty afrykańskie wioski, na życzenie klienta. Raz zdarzyło mi się tylko usłyszeć: Proszę namalować cokolwiek, byle pasowało kolorystycznie do wnętrza i rzucało się w oczy – może być nawet abstrakcja.
Dzieła sztuki* natomiast, to specyficzny twór – dają nam poczucie pewnego luksusu i są zapisem dokonań człowieka. Sztuka ewolucyjnie odróżnia nas od zwierząt.

Obrazy zawsze kupujemy zadając sobie pytanie: „Czy mi się to podoba?” – a już przede wszystkim, gdy wydajemy nieco więcej.


Niezależnie od naszych pobudek, obrazy zawsze kupujemy zadając sobie pytanie: „Czy mi się to podoba?” – a już przede wszystkim, gdy wydajemy nieco więcej. Z tym, że pod słowem „podoba”, kryje się bardzo wiele. Coś może nie być „ładne”, ale wzbudza w nas emocje. To bardzo ważne – by nie wpaść w pułapkę zaspokajania wyłącznie potrzeby posiadania.
Według mnie, bardziej wartościowy będzie pejzaż kupiony w podróży od ulicznego artysty, który przypomina nam miłe chwile i z dumą powiesimy go na ścianie, niż dzieło, do którego podchodzimy obojętnie, ale… „no to jest przecież sztuka i w ogóle”.

Gdzie szukać?
Opcji mamy bardzo wiele.
- W galeriach sztuki: internetowych i tradycyjnych – znajdziemy tam obrazy młodych i/lub nieznanych oraz artystów z pewnymi osiągnięciami. Prace są wyselekcjonowane, jednak ceny mogą być i przeważnie są wyższe.
- W galeriach internetowych – teoretycznie selekcjonują obrazy, ale najczęściej pod względem wykonania i „ładne – nie ładne”, a nie wartości artystycznych, ale można tu znaleźć perełki. Ceny mogą być niższe, niż w galeriach sztuki.
- Na aukcjach typu allegro – znajdziemy tam wszystko bez selekcji, co nie znaczy, że mniej wartościowe. Częściej trafimy na coś tańszego, ale uwaga! za tandetne „kwiatki w wazonie”, możemy też przepłacić, bo to „ręcznie malowane”.
- Na pchlich targach – czasochłonne i niepewne źródło. Trzeba też uważać, by nie trafić na jakąś podróbkę, ale jest tanio i czasem można trafić na coś wyjątkowego.
- Na wystawach – nie zawsze tak jest, ale obrazy z wystaw można kupić, jeśli dogadamy się z autorem. Wielokrotnie słyszałam jak ktoś prosił galerię, (która nie zajmowała się sprzedażą) o kontakt do artysty, w celu negocjacji zakupu. Taka opcja może być dosyć opłacalna – wystawia się bowiem nie tylko znanych twórców, ale również studentów kierunków artystycznych, czy lokalnych artystów, a ci przeważnie są tańsi.

Zawsze ktoś zna kogo, kto ma talent plastyczny. Popytajmy znajomych i rodzinę, nic nas to nie kosztuje.


Lub zlecić…
- Zawsze ktoś zna kogo, kto ma talent plastyczny. Popytajmy znajomych i rodzinę, nic nas to nie kosztuje.
- W moim mieście jest klub Plastyka Amatora, do którego uczęszczają lokalni artyści i nic nie stoi na przeszkodzie, by jednemu z nich, zlecić stworzenie dzieła na zamówienie.
- Jeśli oczekujemy czegoś bardziej abstrakcyjnego, wspomniani studenci szkół artystycznych, zawsze są chętni, by trochę zarobić i rozpocząć promocję swoich prac.
- Poza tym w Internecie aż roi się od ogłoszeń.

A jakie są alternatywy?…
Tańszą, (ale nie zawsze) alternatywą są plakaty, grafiki i artystyczne zdjęcia. To również świetne dzieła sztuki, nie ustępujące w niczym obrazom malarskim.

- W przypadku starych plakatów – a Polska może się pochwalić ich ogromnym zbiorem – cena rośnie w zależności od sławy artysty, czasów z jakich pochodzi, daty wydruku serii i sygnatury. Dostanie się je najczęściej w galeriach internetowych lub tradycyjnych. Dla cierpliwych polecam też odwiedzanie pchlich targów. Jeśli bardzo liczymy się z pieniędzmi, można poszukać kopii drukowanej współcześnie.
- Plakat współczesny – można je nawet dostać za darmo, jeśli mamy szczęście, ale te naprawdę dobre, trzeba zdobywać i/lub kupić. Często prawdziwe perełki nigdy nie zostały wydrukowane, a stanowią tylko część czyjegoś portfolio. Nie widzę powodów, dla których nie można by porozumieć się z autorem i nie kupić interesującej nas pracy, od razu z autografem i sygnaturą. Ile osób będzie miało u siebie takie dzieło? A może zdarzy się tak, że ktoś ma na sprzedaż ręcznie rysowany oryginał zamiast cyfrowego wydruku? To obecnie rzadki rarytas.
- Zdjęcia i grafiki – można je znaleźć w setkach bankach zdjęć i zlecić wydruk lub zrobić, to o czym pisałam już wielokrotnie – dogadać się z artystą, którego prace nam się podobają. Czasami nawet własne zdjęcia z podróży są godne tego, by je powiększyć, wsadzić za „szło” i powiesić na ścianie.

Nie popadajmy tylko w skrajność i pamiętajmy, że stworzenie obrazu/plakatu/grafiki to nie opcja za pół darmo. Materiały, talent i godziny pracy, kosztują.


Nie popadajmy tylko w skrajność i pamiętajmy, że stworzenie obrazu/plakatu/grafiki to nie opcja za pół darmo. Materiały, talent i godziny spędzone nad pracą kosztują.
W ostateczności zawsze możemy dać dziecku farby i posadzić nad czystym płótnem. Efekty mogą być nawet zaskakujące.


* Trudno współcześnie określić co to tak naprawdę „dzieło sztuki”. Dla jednych będzie to portret marszałka Piłsudskiego na koniu, dla innych czerwona kropka na białym tle. Tutaj trzeba postępować nieco intuicyjnie lub się trochę zorientować w temacie.

2 komentarze

  1. Plakaty!
    Najlepiej kupmy w Empiku lub Ikei, oprawmy w antyramę, Nowy Jork z żółtymi taksówkami, Londyn z czerwonym autobusem, reszta zdjęcia czarno-biała. Szarą kanapę upstrzyjmy żółtymi poduszkami, dokupmy czerwone kubki, połóżmy na czarnym stoliczku (tym z ikei za 40zł) i zamieszkajmy w pokoju makiecie rodem z ikeowskiego katalogu!

    OdpowiedzUsuń
  2. I biały komputer firmy Jabłko, nie zapominajmy o białym komputerze firmy Jabłko

    OdpowiedzUsuń

TOP