wtorek, 12 sierpnia 2014

Modne książki

Gdy przed dwoma laty najbardziej promowaną literaturą była romantyczna fantastyka o lekkim zabarwieniu erotycznym, zastanawiałam się co będzie następne. W końcu, co około dwa lata pojawia nam się typ powieści modnych, które według haseł reklamowych wypromowała nowatorska myśl jakiegoś pisarza. Tak było w przypadku J. K. Rowling i serii o Harrym Potterze, Dana Browna i Kodu Leonarda Da Vinci, Stiega Larsona i Sagi Millenium, czy Stephenie Meyer i sagi Zmierzch.

Nie będzie chyba odkryciem, że mija się to z prawdą, a szał na konkretny typ książek nie bierze się tylko z ogólnoświatowej tendencji do czytania jednego gatunku w danym odstępie czasu. Ktoś musiał najpierw myśl tę zasugerować. I zazwyczaj są to wydawcy wraz ze sztabem marketingowców.

...co około dwa lata pojawia nam się typ powieści modnych, które według haseł reklamowych wypromowała nowatorska myśl jakiegoś pisarza.


Przed półtorej roku wpadł mi w ręce artykuł zamieszczony na łamach magazynu Sukces. Dotyczył właśnie branży wydawniczej i prognoz na czytelniczą modę w następnym sezonie. Bez pudła wyprorokowano lekkie porno-książki dla kobiet. Niedługo później, pojawiły się pierwsze doniesienia o spektakularnym sukcesie E.L. James, czyli Eriki Mitchell i 50 twarzy Greya. Jak to bywa przy okazji takich właśnie szybkich akcji, rynek został zalany pozycjami o tematyce romantycznego sado-maso z produkcji masowych. I to samo pismo, które przed kilkunastoma miesiącami zdradziło nadchodzący trend, teraz opublikowało recenzję pogardzanej przez krytyków i kochanej przez płeć piękną książki. Autorka artykułu zgodziła się opinią, że zarówno język, warsztat jak i logika powieści pozostawiają wiele do życzenia. Jednak z drugiej strony odnalazła w niej „to coś”, co zdecydowało o sukcesie – wyzwalającą, duszoną w ludziach seksualność.
Ponieważ uważam, że nie powinno się zbyt długo krytykować czegoś, czego nawet się nie przeczytało, również sięgnęłam po modny hit. Książka okazała się jeszcze gorsza, niż przypuszczałam, a fascynujące „to coś” nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia i z miejsca byłam gotowa podać tytuły, które na długo przed 50 twarzami..., prawiły o seksualnym wyzwoleniu. Ale to moja osobista opinia.

Ciekawa jestem, co teraz szykują dla nas wydawnictwa. Niestety nie znalazłam nigdzie żadnych prognoz. Spekulować musimy sami.
Może tym razem świat podbije historia o ludziach zachowujących cnotę do samej śmierci?

Ponieważ wciąż nie opuszcza nas moda na seks, poniżej moja alternatywa okładki dla książki francuskiej pisarki-skandalistki Aliny Reyes Lilith.

Pozycja, którą jedni uwielbiają, a inni są nią dogłębnie zbulwersowani.

 







Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP